(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**
Nic nie musisz naprawiać. Wystarczy zauważyć.
Doszliśmy do końca tej drogi. A może... dopiero do początku?
Może największym nieporozumieniem współczesnego człowieka nie jest to, że za mało się rozwija. Tylko że przez większość życia próbuje naprawić kogoś, kim nigdy nie był.
Przez lata wierzyłam, że powinnam stać się lepszą wersją siebie. Bardziej świadomą.
Bardziej spokojną, uważną, rozwiniętą.
Aż w pewnym momencie zrozumiałam, że nawet to pragnienie potrafi stać się kolejnym projektem ego.
Dziś zastanawiam się nad czymś innym.
A gdyby tak przestać przez chwilę budować obraz samej siebie?
Przestać być z siebie dumną.
Przestać się sobą rozczarowywać.
Przestać siebie oceniać, poprawiać, porównywać.
Bo kto właściwie to robi?
Kto nieustannie komentuje Ciebie?
Kto tworzy historię o tym, jaka jesteś?
Może właśnie ten głos, z którym spotkaliśmy się na początku tej serii.
Nie chodzi o to, żeby kochać siebie bardziej. Ani mniej.
Nie chodzi o to, żeby zbudować lepszą relację ze sobą.
E. Tolle w "Praktykowaniu potęgi teraźniejszości" otwiera pytanie, którego psychologia rzadko zadaje. Współczesna psychologia bardzo często mówi o budowaniu dobrej relacji ze sobą. Dbaj o siebie. Pokochaj siebie. Zaopiekuj się sobą. Bądź dla siebie dobry. I to wszystko ma ogromny sens.
A Eckhart Tolle pyta: Czy naprawdę potrzebujesz relacji... z samym sobą?
Na pierwszy rzut oka może to brzmieć absurdalnie, bo przecież wszędzie słyszymy, że właśnie tego nam brakuje... A jednak - jeśli mam relację ze sobą, to znaczy, że istnieje ktoś, kto obserwuje (obserwator) i ktoś, kogo obserwuje (obserwowany).
Ktoś, kto ocenia i ktoś oceniany.
Ktoś, kto ma być z siebie dumny i ktoś, z kogo można być dumnym.
Nawet kiedy zbudujesz "dobrą relację ze sobą", nadal istnieje podział na tego, który obserwuje i tego, którego trzeba kochać, naprawiać, rozwijać, akceptować.
Tolle nazywa to rozszczepieniem. I mówi, że być może większość naszego cierpienia rodzi się właśnie z tej nieustannej dwoistości.
Może nie muszę codziennie zastanawiać się, czy jestem wystarczająca?
Może nie muszę siebie bardziej kochać? Ani mniej kochać.
Może mogę po prostu... być.
Nie wiem, czy zgadzam się z Tolle'em w stu procentach. Wiem natomiast, że od ponad trzydziestu lat obserwuję ludzi, którzy próbują poprawić relację z samym sobą, a mimo to nadal cierpią.
Może więc warto na chwilę odwrócić pytanie. Zmienić punkt odniesienia.
Zamiast zastanawiać się, jak bardziej siebie polubić, zapytać: czy naprawdę muszę bez przerwy rozmawiać ze sobą?
Czy każda chwila mojego życia musi być komentowana, oceniana i analizowana?
Bo kiedy spotkają się trzy światy - psychologii (schematy, relacje, emocje), biologii (układ nerwowy, ciało, przeciążenie) i świadomości (obecność, obserwacja, ego), to nie zatrzymujesz się na pracy z historią życia i schematami, ani na pracy z układem nerwowym i ciałem.
Idziesz o krok dalej.W coś jeszcze prostszego. Przestajesz tworzyć podział.
Na tego, kto obserwuje i tego, kogo trzeba nieustannie poprawiać.
Po prostu... jesteś.
Nie chodzi o oświecenie, ani o pozbycie się ego. Nie chodzi o życie bez myśli, ani o to, żeby już nigdy się nie bać. Nie chodzi nawet o to, żeby być szczęśliwym.
Może chodzi tylko o to żeby coraz rzadziej opuszczać własne życie.
Wracać do tej chwili.
Do swojego oddechu. Do ciała. Do ciszy.
Do zwyczajnego doświadczenia istnienia.
Coraz bardziej wierzę, że człowiek nie potrzebuje kolejnej wersji siebie. Potrzebuje coraz mniej wszystkiego, co oddziela go od samego życia.
Może właśnie dlatego ta seria nazywa się Droga do domu.
Bo dom nie jest miejscem. Nie jest stanem idealnym. Nie jest celem.
Jest chwilą, w której przestajesz szukać siebie wszędzie indziej.
Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.
Co próbujesz w sobie naprawiać od lat?
Co by się stało, gdybyś na chwilę przestał to robić?
Jak wyglądałby Twój dzień, gdybyś nie musiał być ani lepszy, ani gorszy?
Kiedy ostatnio czułaś, że naprawdę jesteś... u siebie?
Być może całe życie nie szukamy szczęścia.
Szukamy domu.
A dom jest jedynym miejscem, z którego nigdy naprawdę nie odeszliśmy.
Po prostu na chwilę uwierzyliśmy, że jesteśmy kimś innym niż życie, które właśnie się wydarza.
----------------------------------------------------
** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle.
Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.
Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.
Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji.
Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.
"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"
Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)