Droga do domu #7

 
(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**


Nic nie musisz naprawiać. Wystarczy zauważyć.


Doszliśmy do końca tej drogi. A może... dopiero do początku?
Może największym nieporozumieniem współczesnego człowieka nie jest to, że za mało się rozwija. Tylko że przez większość życia próbuje naprawić kogoś, kim nigdy nie był. 

Przez lata wierzyłam, że powinnam stać się lepszą wersją siebie. Bardziej świadomą.
Bardziej spokojną, uważną, rozwiniętą.
Aż w pewnym momencie zrozumiałam, że nawet to pragnienie potrafi stać się kolejnym projektem ego.


Dziś zastanawiam się nad czymś innym.
A gdyby tak przestać przez chwilę budować obraz samej siebie?
Przestać być z siebie dumną.
Przestać się sobą rozczarowywać.
Przestać siebie oceniać, poprawiać, porównywać.

Bo kto właściwie to robi?
Kto nieustannie komentuje Ciebie?
Kto tworzy historię o tym, jaka jesteś?
Może właśnie ten głos, z którym spotkaliśmy się na początku tej serii.

Nie chodzi o to, żeby kochać siebie bardziej. Ani mniej.
Nie chodzi o to, żeby zbudować lepszą relację ze sobą. 

E. Tolle w "Praktykowaniu potęgi teraźniejszości" otwiera pytanie, którego psychologia rzadko zadaje.  Współczesna psychologia bardzo często mówi o budowaniu dobrej relacji ze sobą. Dbaj o siebie. Pokochaj siebie. Zaopiekuj się sobą. Bądź dla siebie dobry. I to wszystko ma ogromny sens.

A Eckhart Tolle pyta: Czy naprawdę potrzebujesz relacji... z samym sobą?

Na pierwszy rzut oka może to brzmieć absurdalnie, bo przecież wszędzie słyszymy, że właśnie tego nam brakuje... A jednak - jeśli mam relację ze sobą, to znaczy, że istnieje ktoś, kto obserwuje (obserwator) i ktoś, kogo obserwuje (obserwowany).
Ktoś, kto ocenia i ktoś oceniany.
Ktoś, kto ma być z siebie dumny i ktoś, z kogo można być dumnym.
Nawet kiedy zbudujesz "dobrą relację ze sobą", nadal istnieje podział na tego, który obserwuje i tego, którego trzeba kochać, naprawiać, rozwijać, akceptować.

Tolle nazywa to rozszczepieniem. I mówi, że być może większość naszego cierpienia rodzi się właśnie z tej nieustannej dwoistości. 
Może nie muszę codziennie zastanawiać się, czy jestem wystarczająca?
Może nie muszę siebie bardziej kochać? Ani mniej kochać.

Może mogę po prostu... być.

Nie wiem, czy zgadzam się z Tolle'em w stu procentach. Wiem natomiast, że od ponad trzydziestu lat obserwuję ludzi, którzy próbują poprawić relację z samym sobą, a mimo to nadal cierpią.
Może więc warto na chwilę odwrócić pytanie. Zmienić punkt odniesienia.
Zamiast zastanawiać się, jak bardziej siebie polubić, zapytać: czy naprawdę muszę bez przerwy rozmawiać ze sobą?
Czy każda chwila mojego życia musi być komentowana, oceniana i analizowana?

Bo kiedy spotkają się trzy światy - psychologii (schematy, relacje, emocje), biologii (układ nerwowy, ciało, przeciążenie) i świadomości (obecność, obserwacja, ego), to nie zatrzymujesz się na pracy z historią życia i schematami, ani na pracy z układem nerwowym i ciałem.

Idziesz o krok dalej. 

W coś jeszcze prostszego. Przestajesz tworzyć podział.
Na tego, kto obserwuje i tego, kogo trzeba nieustannie poprawiać.

Po prostu... jesteś.

Nie chodzi o oświecenie, ani o pozbycie się ego. Nie chodzi o życie bez myśli, ani o to, żeby już nigdy się nie bać. Nie chodzi nawet o to, żeby być szczęśliwym.

Może chodzi tylko o to żeby coraz rzadziej opuszczać własne życie.
Wracać do tej chwili.
Do swojego oddechu. Do ciała. Do ciszy.
Do zwyczajnego doświadczenia istnienia.

Coraz bardziej wierzę, że człowiek nie potrzebuje kolejnej wersji siebie. Potrzebuje coraz mniej wszystkiego, co oddziela go od samego życia.
Może właśnie dlatego ta seria nazywa się Droga do domu. 
Bo dom nie jest miejscem. Nie jest stanem idealnym. Nie jest celem.
Jest chwilą, w której przestajesz szukać siebie wszędzie indziej.


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Co próbujesz w sobie naprawiać od lat?
Co by się stało, gdybyś na chwilę przestał to robić?
Jak wyglądałby Twój dzień, gdybyś nie musiał być ani lepszy, ani gorszy?
Kiedy ostatnio czułaś, że naprawdę jesteś... u siebie?


Być może całe życie nie szukamy szczęścia.
Szukamy domu.
A dom jest jedynym miejscem, z którego nigdy naprawdę nie odeszliśmy.
Po prostu na chwilę uwierzyliśmy, że jesteśmy kimś innym niż życie, które właśnie się wydarza.


----------------------------------------------------


** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)



Czytaj więcej >

Droga do domu #6

 

(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**


Kiedy cierpi ciało, a kiedy umysł?

Jest jedna rzecz, której długo nie potrafiłam nazwać. Kiedy zaczęłam poznawać nauki Eckharta Tolle'a, poczułam ogromną ulgę. Po raz pierwszy ktoś pokazał mi, że nie jestem swoimi myślami. Że mogę je obserwować. Nie muszę wierzyć każdej z nich.
To było jak otwarcie okna w dusznym pokoju. 

Ale z czasem zauważyłam coś jeszcze. Są dni, kiedy nawet najpiękniejsze idee nie wystarczają. Nie dlatego, że są błędne. Dlatego, że cierpi coś innego niż umysł. 



Wyobraź sobie człowieka, który od miesięcy śpi po pięć godzin. 
Żyje w przewlekłym stresie. Pije kolejną kawę zamiast zjeść odżywcze śniadanie.
Nie pamięta, kiedy ostatnio naprawdę odpoczął. Jest przebodźcowany. Oddycha płytko.
Od dawna funkcjonuje na wysokich obrotach.

Czy jego największym problemem jest to, że za bardzo utożsamia się z myślami?
Myślę, że nie.
Myślę, że jego organizm po prostu woła o pomoc. To właśnie tutaj biologia spotyka się z obecnością.
Bo organizm ma swój własny język. Nie mówi zdaniami. Nie tworzy filozofii, nie dyskutuje.
Mówi:
"jestem zmęczony; potrzebuję snu, to dla mnie za dużo, nie mam już zasobów"

Problem polega na tym, że my bardzo często odpowiadamy... kolejną myślą:

"muszę być silniejsza; powinnam bardziej nad sobą pracować; jeszcze tylko ten tydzień; nie mogę teraz odpuścić"

I wtedy zaczyna się błędne koło. Ciało wysyła sygnał. Umysł go interpretuje. My wierzymy interpretacji, a nie sygnałowi.

Nie twierdzę, że wszystkie trudności psychiczne wynikają z biologii. Byłoby to tak samo dużym uproszczeniem, jak twierdzenie, że wszystkie wynikają z myśli. 

Człowiek nie jest samym ciałem, ale nie jest też samym umysłem. Jest jednym i drugim.

Myślę, że współczesna kultura popełnia dwa przeciwne błędy.
Jedni mówią:  "Wszystko siedzi w głowie."

Drudzy odpowiadają: "To tylko hormony, neuroprzekaźniki i układ nerwowy."

A przecież życie nie jest tak proste. Czasem potrzebujemy zauważyć własne myśli. A czasem położyć się spać.  Czasem potrzebujemy obserwować ego. A czasem zjeść ciepły posiłek.
Czasem potrzebujemy usiąść w ciszy. A czasem przestać przez pół roku żyć ponad własne możliwości.


Najbardziej zmieniło mnie jedno pytanie. Już nie pytam tylko: "Co mówi mój umysł?"
Coraz częściej pytam: "Co mówi moje ciało?"

Bo ono zwykle odzywa się pierwsze.
Tylko mówi znacznie ciszej. Może właśnie dlatego tak wielu ludzi nie potrafi być obecnych.
Nie dlatego, że nie rozumieją nauk Tolle'a.

Ale dlatego, że ich układ nerwowy od miesięcy żyje w stanie alarmowym. A organizm, który czuje zagrożenie, nie odpoczywa. Najpierw skanuje otoczenie.
Dopiero później może być obecny. I to nie jest porażka duchowa. To jest biologia.


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Kiedy ostatnio zapytałaś swoje ciało, czego potrzebuje, zanim zapytałaś umysł, co powinno zrobić?
Czy Twoje zmęczenie wynika z myśli... czy z miesięcy życia ponad własne możliwości?
Jak często próbujesz uspokoić organizm argumentami?
Co dzisiaj bardziej potrzebuje Twojej uwagi: narracja czy ciało?


Świadomość nie zastąpi snu. Obecność nie zastąpi regeneracji. Medytacja nie zastąpi bezpieczeństwa. Ciało, którego przez lata nie słuchaliśmy, nie przestanie mówić tylko dlatego, że nauczymy się obserwować swoje myśli.

Jeśli myślisz - skoro cierpię, to znaczy, że za bardzo utożsamiam się z umysłem - to możesz wpaść w pułapkę. Bo to nie zawsze jest prawda. Czasami cierpi... organizm.

Być może prawdziwa droga do domu prowadzi nie tylko przez świadomość.
Prowadzi również przez ciało.
Bo świadomość bez ciała bywa bezradna, a ciało bez świadomości często pozostaje niezrozumiane. Dopiero razem tworzą pełniejszy obraz człowieka. 

----------------------------------------------------


** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)


Czytaj więcej >

Droga do domu #5

 

(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**

Współczesny świat traktuje obecność jak technikę. Tolle mówi o niej jak o naturalnym stanie, do którego wracamy.


Zastanawia mnie pewien paradoks. Żyjemy w czasach, w których uczymy się obecności na kursach. Kupujemy książki o uważności. Słuchamy podcastów o byciu "tu i teraz".
Jednocześnie coraz trudniej jest nam... po prostu być.

Kiedy mówisz, że jedziesz sama na kilkudniową pieszą wędrówkę, ludzie często pytają: - Ale po co? Nie będziesz się nudzić? Co będziesz tam robić? 

A kiedy od miesięcy pracujesz ponad siły, odbierasz telefony wieczorami, gasisz pożary, śpisz za krótko, żyjesz w pośpiechu i ciągle odkładasz życie na później... nikt nie zapyta: - Po co?

Jakby jedno było dziwne, a drugie całkowicie normalne.
Czy więc współczesny człowiek boi się obecności?
Bo obecność nie daje punktów.
Nie zwiększa produktywności, nie buduje wizerunku, nie można jej wpisać do CV.
Jest daje prestiżu ani efektywności. Nie da się jej zmierzyć aplikacją.

A jednak... to właśnie w obecności dzieje się całe życie.



Eckhart Tolle często mówi, że życie wydarza się tylko teraz.
Brzmi banalnie. Ale to momentu, kiedy naprawdę spróbujesz to sprawdzić.
Bo bardzo szybko okazuje się, że przez większość dnia jesteśmy gdzie indziej.

Wspominamy. Planujemy. Analizujemy. Martwimy się i przewidujemy.
Rozmawiamy z kimś, kto nawet nie wie, że właśnie prowadzimy z nim dyskusję w swojej głowie.


Najbardziej fascynuje mnie to, że obecność nie wymaga robienia czegokolwiek. Nie trzeba wyjeżdżać do klasztoru. Nie trzeba medytować godzinami. Nie trzeba mieć idealnie spokojnego umysłu. NIe wymaga inwestycji ani przygotowania.
Można zacząć od bardzo zwyczajnych rzeczy.

Poczuć ciepło kubka z kawą. Usłyszeć śpiew ptaków, zanim nazwiesz ich gatunek. Poczuć stopy na ziemi. Spojrzeć dziecku w oczy, nie myśląc już o tym, co będzie za godzinę.

To są małe chwile, ale właśnie z nich składa się życie.


Jest jeszcze jedna rzecz, której bardzo długo nie rozumiałam.
Obecność nie jest przeciwieństwem działania.

Możesz być bardzo obecny i jednocześnie bardzo aktywny.
Możesz prowadzić firmę. Wychowywać dzieci. Pisać książkę. Pracować.
Różnica polega na tym, że przestajesz traktować każdą chwilę jako środek do następnej.

Bo kiedy każda chwila jest tylko środkiem do celu życie nigdy się nie zaczyna.

Może dlatego natura działa na nas tak kojąco. Las niczego od Ciebie nie chce. Góra nie pyta, kim jesteś. Drzewo nie oczekuje, że będziesz bardziej produktywna. Strumień nie pyta o osiągnięcia.

One po prostu... są.
I być może właśnie dlatego tak dobrze przypominają nam coś, o czym dawno zapomnieliśmy.

Być obecnym nie znaczy tylko zatrzymać umysł. Czasem znaczy również dać ciału warunki, w których w ogóle będzie mogło wrócić do chwili obecnej.

Bo jeśli organizm od miesięcy funkcjonuje w stanie alarmowym, obecność nie staje się niemożliwa z powodu braku świadomości. Często staje się trudna dlatego, że układ nerwowy nie czuje się jeszcze wystarczająco bezpiecznie, by odpuścić ciągłe skanowanie otoczenia.

Obecność nie jest tylko praktyką duchową, ale również doświadczeniem biologicznym. 


Może obecność nie jest umiejętnością, której trzeba się nauczyć.
Może jest czymś, co mieliśmy od zawsze.
Tylko przez lata nauczyliśmy się być wszędzie oprócz własnego życia.


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Kiedy ostatnio zrobiłaś coś tylko dlatego, że sprawiało Ci radość, a nie dlatego, że było przydatne?
Jak często traktujesz obecną chwilę jako środek do następnej?
Czy potrafisz wypić filiżankę kawy bez telefonu, planowania i pośpiechu?
Kiedy ostatnio byłaś naprawdę tam, gdzie było Twoje ciało?


----------------------------------------------------


** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)

Czytaj więcej >

Droga do domu #4


(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**

 Ego nie jest wrogiem.

Przez wiele lat myślałam, że ego jest fundamentem. Przez kolejne lata, że jest czymś, czego trzeba się pozbyć - pokonać, uciszyć.

Im więcej słuchałam Eckharta Tolle'a, tym bardziej rozumiałam, że obie drogi to walka. A walka z ego bardzo szybko staje się kolejnym przejawem ego.

Dziś myślę, że ego nie jest naszym wrogiem. Ono próbowało nas chronić. Budowało obraz nas samych. Pomagało przynależeć, unikać odrzucenia.
Zdobywać uznanie. I przetrwać.

Ego bywa utożsamiane z odpowiedzialnością, pracowitością, profesjonalizmem czy ambicją. Ale to nie są cechy ego, one mogą wynikać z ego, ale mogą też wynikać z wartości, pasji czy poczucia sensu.
Ego chce zbudować swoją tożsamość na odpowiedzialności, która sama w sobie nie jest problemem.

Problem zaczyna się wtedy, gdy bez niej nie wiemy już, kim jesteśmy.




I mam wrażenie, że właśnie ta myśl może być jednym z najmocniejszych zdań całej ser

Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy zapominamy, że to tylko jedna z części naszego doświadczenia. I zaczynamy wierzyć, że to właśnie jesteśmy my.

Tolle pisze, że ego bardzo rzadko potrafi po prostu być. Dla niego chwila obecna jest najczęściej:
środkiem do celu, przeszkodą, albo wrogiem.

Nigdy miejscem, w którym można odpocząć.
Zauważ, jak często ego mówi:

Powinni mnie bardziej docenić
Muszę udowodnić, że mam rację
Dlaczego mnie nie zauważyli?
Ona ma więcej
Jestem lepsza / gorsza

To wszystko brzmi bardzo różnie, ale wszystkie te zdania mają wspólny mianownik. Nieustannie budują historię o człowieku.

Im dłużej obserwuję ludzi tym bardziej widzę, że ego nie zawsze objawia się pychą. Czasami objawia się perfekcjonizmem, nadmierną odpowiedzialnością, potrzebą bycia niezastąpionym, nieustannym pomaganiem. Czasami byciem "tą silną".
Bo ego nie chce tylko być wyjątkowe. Ono chce być kimś. Kimkolwiek.
Nawet jeśli miałoby być najbardziej zmęczonym człowiekiem w pokoju.

Jest jeszcze coś - ego bardzo boi się ciszy.
Bo w ciszy nie ma z kim się porównywać. Nie ma czego udowadniać. Nie ma kolejnej historii do opowiedzenia.

W ciszy zostaje tylko obecność.
I właśnie dlatego wielu ludzi robi wszystko, żeby jej nie doświadczać.
Telefon, podcast, serial, tik-tok, praca, rozmowa. Cokolwiek. Byle nie cisza.

Paradoks polega na tym, że ciało mówi zupełnie innym językiem. Nie interesuje go status. Nie interesuje go uznanie. Nie interesuje go racja.
Kiedy jest zmęczone... po prostu chce odpocząć.
Kiedy jest przeciążone... prosi o zwolnienie.
Nie dlatego, że jest leniwe - dlatego, że jest żywe.

Nie chodzi o to, żeby pozbyć się ego. Nie da się.
Chodzi o to, żeby je rozpoznać.
Zauważyć moment, w którym zaczyna prowadzić nasze życie.

Bo wszystko, czego nie jesteśmy świadomi, bardzo łatwo zaczyna nami rządzić.


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

W jakich sytuacjach najbardziej potrzebujesz mieć rację?
Co najbardziej zabolałoby Twoje ego: krytyka, brak uznania czy bycie niezauważonym?
Jak często robisz coś dlatego, że to naprawdę ma dla Ciebie sens, a jak często dlatego, że buduje obraz Ciebie?
Kiedy ostatnio pobyłaś w ciszy bez potrzeby wypełniania jej czymkolwiek?

----------------------------------------------------


** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)



Czytaj więcej >

Droga do domu #3

 

(Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**

Obserwator.

Obserwacja zamiast walki. Czy to w ogóle jest możliwe?
Przez większość życia uczono mnie jednego - jeśli coś jest nie tak... trzeba to zmienić.

Jeśli pojawia się lęk... trzeba go pokonać.

Jeśli pojawia się złość... trzeba ją opanować.

Jeśli pojawiają się trudne myśli... trzeba je zastąpić lepszymi. Walczyć, kontrolować, naprawiać.




Dopiero Eckhart Tolle pokazał mi zupełnie inną możliwość.
A co, jeśli nie trzeba walczyć?

Najbardziej poruszyła mnie myśl, że walka z własnym umysłem bardzo szybko staje się... kolejną aktywnością umysłu. "Nie powinnam tak myśleć", "muszę się uspokoić", "dlaczego znowu to robię?"
To nadal są myśli, tylko przebrane za próbę ich zatrzymania.

Tolle używa pięknej metafory lustra. Lustro niczego nie poprawia. Nie wybiera, nie ocenia. Po prostu odbija to, co się przed nim pojawia.
Czyż nie właśnie na tym polega uważność?
Nie na zatrzymaniu myśli, ale na przestaniu utożsamiania się z każdą z nich. 

Ale obserwacja nie dotyczy tylko umysłu, dotyczy również ciała. To właśnie ono często zauważa wszystko wcześniej niż myśli.
Zanim pojawią się w głowie słowa: "boję się" możesz poczuć zaciśnięty żołądek.
Zanim pomyślisz: "jestem wściekła" już zaciska się szczęka.

Zanim nazwiesz smutek... cięższy staje się oddech. Ciało nie komentuje, ono informuje.

Mam wrażenie, że prawdziwa obserwacja zaczyna się tam, gdzie kończy się potrzeba natychmiastowego wyjaśniania wszystkiego.

Nie: "dlaczego tak się czuję?" ale "co właśnie czuję?"

Nie: "jak się tego pozbyć?" ale "jak to jest teraz odczuwane w moim ciele?"

Czy dostrzegasz jak ogromna jest tu różnica?


Kiedy patrzysz na zachód słońca, przez krótką chwilę po prostu go widzisz. Dopiero po sekundzie pojawia się myśl: "ale piękny zachód słońca". Pierwsze było doświadczeniem, drugie jest już komentarzem do doświadczenia.
Całe nasze życie wygląda bardzo podobnie. Najpierw jest chwila. Potem umysł zaczyna o niej opowiadać. A my bardziej wierzymy opowieści niż temu, czego naprawdę doświadczamy.


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Przez jeden dzień niczego w sobie nie zmieniaj. Nie próbuj być spokojniejszy. Nie próbuj myśleć pozytywnie, nie próbuj się naprawiać.
Po prostu obserwuj. Z ciekawością.

Zobacz:

* jak często pojawia się słowo "muszę"?
* jak często mówisz do siebie "Ty"?
* jak często oceniasz siebie, zanim wydarzy się cokolwiek złego?
* gdzie w ciele najczęściej pojawia się napięcie?
* jak zmienia się Twój oddech, kiedy ktoś Cię skrytykuje?
* co dzieje się z Twoimi barkami, kiedy się spieszysz?


Nie poprawiaj. Nie analizuj. Nie oceniaj. Po prostu patrz.
Pierwszym krokiem do wolności nie jest zmiana.
Pierwszym krokiem jest zauważenie.


------------------------------------------

Na dziś zostawiam kilka pytań: 

Co częściej obserwujesz: rzeczywistość czy swoje komentarze na jej temat?
Kiedy ostatnio naprawdę poczułaś swoje ciało, zanim próbowałaś zrozumieć swoje emocje?
Czy potrafisz przez minutę niczego w sobie nie poprawiać?
Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś na chwilę zamieniła analizę na obserwację?


Na koniec chciałabym dodać coś, czego mi brakuje w wielu rozmowach o uważności.
Obserwacja nie jest biernością. To nie jest udawanie, że nic się nie dzieje. To stworzenie przestrzeni między bodźcem a reakcją. Między myślą a uwierzeniem jej. Między napięciem w ciele a automatycznym działaniem.
I właśnie w tej przestrzeni zaczyna się wolność.

To, co potrafisz obserwować, przestaje Tobą rządzić.
Nie dlatego, że znika.
Dlatego, że przestajesz być z nim całkowicie utożsamiony. To bardzo spójnie łączy nauki Tolle'a z moim sposobem myślenia o układzie nerwowym i świadomym życiu.


----------------------------------------------------


**DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)



Czytaj więcej >

Droga do domu #2

 (Cykl DROGA DO DOMU jest inspirowany naukami Eckharta Tolle'a i moją próbą przełożenia ich na język współczesnego człowieka, biologii i codziennego życia)**

Głos, który nie jest Tobą.

Przez prawie trzydzieści lat próbowałam pracować nad swoimi myślami.
Zmieniać je. Kontrolować, analizować, rozumieć. Zastępować lepszymi.
Czytałam książki. Kończyłam szkoły, chodziłam na szkolenia. Poznawałam kolejne teorie i metody.
Szukając sposobu na uspokojenie umysłu... karmiłam go kolejnymi myślami.



Dzisiaj wydaje mi się to trochę zabawne.
Próbowałam ugasić pożar... dodając drewna. Większość z nas robi dokładnie to samo.
Mamy trudną myśl. Więc szukamy następnej, która ją naprawi.
Potem kolejnej.
I jeszcze jednej. Jakby odpowiedzią na hałas miało być więcej hałasu.

Przez lata wydawało mi się, że jeśli nauczę się właściwie myśleć, będę spokojna.
Dzisiaj już tak nie myślę. Zrozumiałam coś bardzo prostego.
Myśl pojawia się sama. Nie prosisz jej o przyjście, nie planujesz jej. Nie wybierasz.

Po prostu nagle jest - tak jak pojawia się dźwięk za oknem albo chmura na niebie.

Kiedy to sobie uświadomiłam, pojawiło się pytanie, które zmieniło moje patrzenie na umysł.
Jeśli nie wybieram większości swoich myśli... to dlaczego wierzę, że każda z nich mówi prawdę?

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam od Eckharta Tolle'a: "Twoje myśli to nie Ty" poczułam jednocześnie ulgę i opór. Ulgę, bo nagle nie musiałam już wygrywać każdej dyskusji z własnym umysłem. Opór, bo jeśli nie jestem swoimi myślami... to kim właściwie jestem?

To był moment, w którym przestałam próbować kontrolować każdą myśl. Zaczęłam je obserwować.
Nie dlatego, że wszystkie są bez znaczenia i nie dlatego, że nie warto myśleć.
Dlatego, że nie każda myśl zasługuje na moją uwagę.

Dzisiaj, kiedy pojawia się w mojej głowie: "nie dałaś rady", "powinnaś bardziej się postarać" czy wypominanie "braków" nie pytam już jak to zmienić?
Coraz częściej pytam: "czy naprawdę chcę zaprosić tę myśl na dłużej?" Bo nie każda myśl, która puka do drzwi, musi zostać.

Bo być może przez lata zadawaliśmy niewłaściwe pytanie.
Nie: "Jak zmienić swoje myśli?", ale "dlaczego tak bardzo wierzę, że każda z nich mówi prawdę?"

Bo właśnie to jest różnica między klasyczną psychologią poznawczą a tym, o czym mówi Tolle.
Psychologia pyta: Jak zmienić treść myśli?
Tolle pyta: Kto jest świadomy, że ta myśl właśnie się pojawiła?


Na dziś zostawiam Ci kilka pytań.
Niech będą zaproszeniem do obserwacji, aby móc siebie trochę lepiej zobaczyć.

Jakie zdanie najczęściej powtarza Twój umysł?
Czy pamiętasz moment, kiedy uwierzyłaś myśli tylko dlatego, że była głośna?
Ile energii poświęcasz na zmianę swoich myśli, a ile na ich spokojne zauważenie?
Co by się zmieniło, gdybyś potraktowała swoje myśli jak gości, a nie jak domowników?

----------------------------------------------------


** DROGA DO DOMU to cykl OffMatki, inspirowany naukami E.Tolle. 

Moim celem nie jest tłumaczenie i interpretacja filozofii Tolle'a.
Tolle głosi - „obserwuj umysł”, „bądź obecny”.

Sama często, nawet przez kilkanaście minut, prowadzę w głowie kłótnię, która nigdy się nie wydarzyła.
Moja obecność jest wyraźna, gdy czekam na wynik badań dziecka, jadę na rowerze albo piję kawę w ciszy.

Dlatego próbuję przetłumaczyć jego nauki na język współczesnego człowieka, tworząc pomost między jego filozofią, biologią, psychiką i codziennym życiem. Cykl siedmiu wpisów łączy dwa nurty, które rozwijam w sobie od lat: fascynację biologią, układem nerwowym i kryzysem, oraz duchowość bez religii, opartą na obecności i obserwacji. 

Bo obecność ma swoje odbicie w układzie nerwowym, dialog wewnętrzny ma konsekwencje biologiczne, a ego można rozumieć również przez pryzmat mechanizmów przetrwania.

"Dom nie jest miejscem, do którego trzeba dojść.
To miejsce, z którego człowiek nigdy naprawdę nie odszedł.
Po prostu na chwilę uwierzył własnym myślom"


Seria powstała po wysłuchaniu wykładów na oficjalnym profilu autora, oraz przeczytaniu jego książek (Potęga teraźniejszości, Praktykowanie potęgi teraźniejszości, Nowa ziemia, Mowa ciszy)



Czytaj więcej >

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia